Recenzje

Dwór skrzydeł i zguby – Sarah J. Maas [Przedpremierowo]

Jak to jest, że z kolejnymi częściami Sarah J. Maas coraz bardziej łamie nam serce? Knuje, miesza, wrogowie stają się przyjaciółmi, kochankowie tyranami?

Ta opinia nie będzie obiektywna i wcale was za to nie będę przepraszać. Jako żona Rhysanda, nie potrafię być obiektywna – to wszystko przez jego wingspan. Jestem wielką fanką dwóch serii, w przeciągu paru miesięcy nadrobiłam wszystkie książki, które Sarah wydała i pokochałam je miłością bezgraniczną od pierwszych stron. Od pierwszych słów. Od pierwszej chwili, kiedy pojawił się On.

Nie będę  także was przekonywać, dlaczego powinniście sięgnąć po Dwory. Nie będę wypisywać plusów i minusów, bo jest to całkowicie zbędne. Chcę za to, opowiedzieć moją historię.

Wszystko zaczęło się od AKA, czyli spontanicznej grupy, która została założona na Instagramie. Dwie cudowne istoty chciały przekonać mnie do czytania twórczości Maas i zaczęły zasypywać mnie fan artami. Każdy, kto choć raz wpisał w Instagrama #ACOTAR #ACOMAF #ACOWAR, wie, dlaczego tak szybko zaczął się mój romans. Internet jest przepełniony pięknymi grafikami z każdej serii Maas. Każdy bohater został uwieczniony przez zdolnych artystów z całego świata. Nieważna jest narodowość, kiedy w grę wchodzą książki.

Pierwszy w ruch poszedł Dwór Cierni i Róż – cudowna, baśniowa, z zakończeniem, które nie łamie serca, ale ciągnie do kolejnego tomu. Wydarzenia pod Górą zaczynają cechować powieść, określają, co będzie dalej. Nie będzie to piękna historia utkana subtelnością, lecz brutalna opowieść o cierpieniu i sile.

Nie wytrzymałam nawet dwudziestu czterech godzin. Zakupiłam drugi tom i już w autobusie, w drodze powrotnej do domu zaczęłam czytać. Czułam niedowierzanie, razem z AKA analizowałam każde zdanie, zachowanie bohaterów (one już były po). Z jednej strony czułam straszną złość, z drugiej niezwykłą miłość. ACOMAF jest przepełniony sprzecznymi emocjami. Kochankowie zamieniają się w tyranów, którzy chcą kontrolować. Pomimo, że wiedziałam, na co powinnam się przygotować czytając drugi tom – byłam bezradna. Sarah J. Maas jest katem i złamała moje wrażliwe serce.

Wyczekiwanie na trzeci tom było trudne. Naczytałam się tylu spojlerów, spekulacji, że nic nie powinno mnie już zaskoczyć. Kiedy w końcu trafił w moje ręce przetłumaczony „Dwór skrzydeł i zguby” myślałam, że umrę z przerażenia – zdawałam sobie sprawę, że im szybciej przeczytam, tym dłużej będę czekać na nowelki.

Nie bez powodu ACOWAR w swoim skrócie posiada wojnę. Nadeszła wojna. Brutalna, nacechowana okrucieństwem i cierpieniem. Niewinni niestety nie dadzą rady. Tysiące fae i ludzi straci życie, a my, czytelnicy, będziemy ich opłakiwać.

Feyre trafia znowu na Dwór Wiosny jako szpieg. Jest jej trudno, musi nałożyć maskę i gdy przychodzi kulminacyjny moment wraca do swojej rodziny, Dworu Snów, razem z niespodziewanym przez wszystkich gościem. Lucien jest moim największym zaskoczeniem tej części. Nie bez powodu w pierwszym tomie nosił maskę lisa. Jest sprytny i swoje umiejętności może wykorzystać. Ale czy możemy mu zaufać? AKA ma swoją teorię na ten temat.

Velaris staje się azylem. Cassian i Azriel powracają ze swoim ciętym humorem. Ich nie da się nie kochać. Potrafią skraść każde serce, nawet te zaklęte i stworzone przez Kocioł. To oni stają się azylem dla sióstr Archeron, które w poprzednim tomie stały się ofiarami. Teraz muszą poradzić sobie z magią, którą podarował im sam, najpotężniejszy Kocioł. One są odpowiedzią. Trzy siostry Archeron.

Byłabym głupia, gdybym nie wspomniała o własnym mężu. Powraca Rhysand, który walczy sam ze sobą. Najpotężniejszy z książąt musi poradzić sobie z decyzjami, które kiedyś podjął, które wciąż go prześladują. Aby zjednoczyć siły z innymi, musi ściągnąć maskę, którą przybrał ponad pięćset lat temu. Dla swoich braci, dla swojej towarzyszki.

Ta część jest inna. Bardziej emocjonalna. Dalej przekonujemy się, co możemy stracić. Serce bije nam jak oszalałe, kiedy odkrywamy kolejne tajemnice, które tak długo siedziały w głowie Maas. Uśmiech mieszamy z łzami. Czujemy ucisk w piersi, kiedy wszyscy księcia spotykają się na Dworze Dnia. Namiętność zwija nam żołądek, czujemy motylki w brzuchu podczas uniesień. Kiedy nadchodzi bitwa, w której jesteśmy za słabi. Los nam sprzyja – na polu bitwy spotykają się nieprzyjaciele, którzy muszą wybrać właściwą stronę i to zmienia wszystko. Poznajemy prawdziwe oblicze Amren, jej prawdziwą twarz.

A potem umieramy, moje łzy przemokły tych kilka stron.

W takich chwilach mieć dobrze przy sobie AKA, bo one rozumieją. Nigdy nie musiałam tłumaczyć im co czuję, podczas czytania pisałam tylko „Lucek. Velaris. Amren. Biblioteka. Helion. Ojciec.” – a one wiedziały, co czuję. Zaczęło się kilka miesięcy temu od Maas i trwa do dziś dnia. Mówiłam na samym początku, że ta opinia jest inna, ponieważ dzięki Maas spotkałam te dwie duszyczki i zbudowaliśmy własny Dwór Snów. I napiszę to tylko raz – warto przeczytać Dwory, bo może wy poznacie własne AKA.

Wszystko to było darem. – przeczytałam na ostatnich kartach ACOWAR. I ten dar wam dziś opisałam. Sarah J. Maas – dziękuję.

Aelin – Księżna – Amren

  • U mnie na przeczytanie czeka dopiero pierwszy tom i mam obawy. Póki co nie mam wrażenia, że moje łzy przemoczą stronice tej książki ;D

  • Natalia Katanowska

    Spodziewałam się tekstu, który doprowadzi mnie do śmiechu – jak większość naszych rozmów o Maas. Ale tych łez wzruszenia, ciepła na sercu – uderzyło to we mnie z gracją pociągu, Gwałtowne i niespodziewane.
    AKA to ta część czytania Maas, która przyszła znikąd, a została na długie miesiące. I mam nadzieję, że pozostanie ze mną na zawsze. To jak razem możemy przeżywać, unosić się w tym naszym zachwycie, rozumiemy się bez słów i wspieramy w trudnych chwilach. W zyłach noc, w myślach Velaris. <3

  • Ania Gajewska

    Zobaczyłam pierwsze zdanie i już buzia rozciągnęła mi się w uśmiechu. Nawet nie przypuszczałam, że po kilku minutach czytania skończę wycierając własne łzy.
    AKA to najlepsze co mnie spotkało. Miałam wielkie szczęście, że się odnalazłyśmy, zrozumiałyśmy i z całego serca pokochałyśmy. Siostry w zbrodni. <3 To najpiękniejsze, kiedy takie cuda dzieją się dzięki książce, aż do moment, kiedy sobie uświadamiamy, że to co się dzieje wokół nas jest bardziej magiczne niż to co w książkowej historii. Dwór Snów, always&forever. <3 <3 <3

  • Przeczytam. Kupiłam i wszystkie leżą na pó£ce. Obiecuje nadrobić!