Wywiad

5 pytań do Małgorzaty Sobieszczańskiej, autorki Drugiego końca świata

W życiu każdego blogera przychodzi czas, kiedy przestaje czerpać radość z recenzowania. Wprowadzam płodozmian – recenzje przeplatane wywiadami, felietonami. Dzisiaj chciałam wam przybliżyć sylwetkę kobiety, która jest dla mnie wielką inspiracją. Jej książka to cudowna uczta. Poznajcie autorkę „Drugiego końca świata”, Małgorzatę Sobieszczańską!

Kinia: W twojej książce przeplata się bolesna przeszłość z teraźniejszością. Połączyłaś traumę wojennych doświadczeń oraz ich konsekwencje. Skąd czerpałaś inspiracje?

Małgorzata Sobieszczańska: „Drugi koniec świata” to opowieść przede wszystkim o tym, że nikt z nas nie jest samotną wyspą krążącą w kosmosie. O tym, kim jesteśmy, jakich dokonujemy wyborów, zależy w niewielkim stopniu od nas samych, a w znacznie większym od tego, że jesteśmy zaledwie częścią całości: rodziny, miejsca, czasu, kiedy żyjemy. To był punkt wyjścia, potem szukałam historii, dzięki którym będę mogła tę myśl opowiedzieć. Konstrukcja książki też w związku z tym jest nieoczywista; interesowało mnie, co doprowadziło do najbardziej traumatycznego wydarzenia w życiu pewnej rodziny i jak ta rodzina sobie z tą traumą potem radzi. Stąd kluczowe wydarzenie jest na końcu książki.

A jeśli chodzi o inspiracje: czerpię je zewsząd. Czytam, rozmawiam, obserwuję. Świat jest naprawdę pełen opowieści, trzeba je tylko zauważyć.

K: Twoja książka pokazuje siłę miłości. Kobiety nie muszą być potulne, mają swoje zdanie, walczą i inspirują. Sama taka jesteś? Walczysz ze światem?

MS: Potrafię walczyć, chociaż nie jestem typem bojowniczki. Jeżeli milczenie staje się zgodą na niesprawiedliwość, na pogardę, trzeba stanąć do konfrontacji. Uważam to za nasz obowiązek. Tak jak potrafię, walczę o szacunek tam, gdzie go brakuje: wobec kobiet, wszelkich mniejszości, czy wykluczeń z jakiegokolwiek powodu. Świat jest taki, jakim go sobie urządzimy, nie można myśleć, że mój głos to za mało, by cokolwiek zmienić.

Cieszę się, że odczytałaś tę książkę jako opowieść o sile miłości. Tak, uważam, że to najpiękniejsza i najważniejsza wartość, jaką mamy. To ona daje nam siłę, by przetrwać najtrudniejsze momenty. Miłość jednej z kobiet do córki siostry sprawia, że dokonuje najtrudniejszego wyboru: odrzuca szansę na osobiste szczęście, bo ważniejsza jest miłość do nie swojego dziecka. Dla mnie to jedna z najważniejszych bohaterek tej książki. Może nawet najważniejsza. Chciałam napisać o kobiecie, której siła mi samej zaimponuje.

K: Dużą rolę w twojej książce odgrywają siostry oraz kolejne pokolenia. Można być sądzić, że bardzo ważna jest dla Ciebie rodzina i nią stawiasz na piedestale. Czy się mylę?

MS: Tak jak powiedziałam: jesteśmy częścią większej całości. Jesteśmy częścią rodziny, czy tego chcemy, czy nie. Nie mamy żadnego wpływu na to gdzie i kiedy się rodzimy. I w jakiej rodzinie. Jeżeli stawiam ją na piedestale, to na pewno nie w prostym stwierdzeniu „rodzina jest najważniejsza”. Bo najważniejsi są ludzie wokół nas i relacje, jakie budujemy. Jeżeli są to członkowie rodziny – to rodzina, jeśli przyjaciele – to przyjaciele.

K: „Drugi koniec świata” nie jest twoim debiutem. Łatwiej się ją pisało?

Nigdy niczego nie pisze się łatwiej J Za każdym razem, gdy zaczynam pisać nową historię, czuję się jak debiutant. I nigdy nie wiem, czy to, co zaczynam pisać, uda mi się skończyć. Pisanie to naprawdę ciężka praca.

K: Wiem, że jesteś blisko związana z mediami, serialami i kinem. Pisząc swoją książkę podporządkowujesz np. dialogi z myślą, że kiedyś zostanie zekranizowana?

MS: Nigdy tak nie robię. Jeśli piszę książkę – piszę książkę. Jeśli scenariusz – to scenariusz. Mam pomysł na historię i szukam środków, dzięki którym opowiem ją najlepiej, jak potrafię. W październiku do kin wejdzie film, który powstał na podstawie moje scenariusza – „Zgoda”. Kiedy postanowiłam, że chcę opowiedzieć tę historię (o obozie Zgoda, który istniał na Śląsku w 1945 roku), od razu wiedziałam, że to musi być film. Bo ta historia najsilniej działa obrazem, nie słowem. Scenariusz dostał nagrodę w konkursie Script Pro, film został już nagrodzony w Locarno i w Montrealu, gdzie Maciej Sobieszczański został nagrodzony za najlepszą reżyserię. A jest to film, w którym prawie nie ma dialogów.

Film i książka to zupełnie inne sposoby narracji i komunikacji z odbiorcą. Film to dzieło zbiorowe: całej ekipy pracującej na planie i widzów w kinie. Książka jest bardziej intymna, to zawsze spotkanie dwóch osób: tej, która napisała i tej, która czyta.

Takich powieści mało na rynku. Gdzieś tam na „Drugim końcu świata” przeplatają się losy silnych i odważnych kobiet, które na swój sposób walczą z życiem i trudami czyhającymi za rogiem. Łączą je imiona, hart ducha, wiara w miłość i szczęście, do którego dążą. Musicie je poznać! Polecam z czystym sumieniem!

fot. Krzysztof Dubiel

  • Księgozbiór Kasiny

    Nie słyszałam, ale chętnie się zapoznam…może to będzie dłuższa znajomośc?!:)