Recenzje

Nothing More – Anna Todd

Całowanie się z nią przypomina
dotykanie gorącego wosku. Nagły ogień zaskoczenia szczypie, ale oparzenie
szybko przechodzi w swoje przeciwieństwo, przekształcając się w coś zupełnie
innego, bardziej miękkiego.
 
Kiedy
czytasz młodzieżówkę, nie oczekujesz od niej wiele, jest w pewnym sensie „odmóżdżaczem”.
Czasem lubię przenieść się w taki prosty świat, gdzie opowieść ma zrelaksować i
dać ukojenie po wielu bardziej skomplikowanych powieściach.
            „Nothing more” przybyła do mnie niedawno i
niespodziewanie. Oczywiście wiecie, że moim ukochanym gatunkiem jest
fantastyka, ale po inne tytuły sięgam równie często. Tym razem dość
specyficznie podchodziłam do tej pozycji – nie przez to, że jest to
młodzieżówka, według mnie trzeba dać szansę, każdej książce. Moje obawy były
spowodowane tym, że nie czytałam nigdy nic Anny Todd, nie znam serii After.
            Szybko się wkręciłam w przystępny świat autorki i nawet
dobrze się bawiłam, pomimo jednego „ale”, który ukaże wam potem.
To
fascynujące, jak narrator potrafi sprawić, że podajesz w wątpliwość to, co
myślisz, że wiesz o świecie
.
            Głównym bohaterem jest London, który po pewnych
nieprzyjemnych sytuacjach w swoim życiu, przeprowadził się do Nowego Jorku z dziewczyną.
Niestety pojawiły się kolejne komplikacje i zostaje sam w wielkim mieście. Londonowi
zawalił się świat, próbuje na nowo go posklejać. Razem ze swoją przyjaciółką
Tessą są jak rozbitkowie na bezludnej wyspie. Czy sobie poradzą?
Uwielbiam
NYC, więc bardzo podobały mi się opisy miejsc, barów, ludzi, kawiarni. Według
mnie bardzo dobrze zostały odwzorowane. Jest to miasto, które nigdy nie śpi,
tętni życiem, a ilość ludzi może przerażać. Wszędzie obecny gwar przytłacza,
ale daje radość.
Bardzo
polubiłam Tess i to chyba dla niej czytałam tę powieść. Podziwiałam ją za autentyczność
i lekkość.
Jedynym
minusem jest to, co Anna Todd zrobiła Londonowi pod koniec powieści. Czytając, nie mogłam w to
uwierzyć i na mojej twarzy malował się szok. Takich rzeczy się nie robi. Uwielbiam
mocnych, silnych bohaterów, którzy mogą wykazać się męskością, a to co zrobiła
Anna… aż szkoda słów. Powinna iść za to do piekła.

 

„Nothing
More” to lekka opowieść na parę godzin, czytanie jej jest przyjemne.
Bohaterowie nie irytują, fabuła trzyma w napięciu, a częste zwroty akcji nie
dają czytelnikowi złapać tchu. Jestem ciekawa kontynuacji, ponieważ Annie nie mogę wybaczyć zakończenia. Chcę wiedzieć, czy London się pozbiera i czy Tess w końcu znajdzie miłość.
Jeżeli leży u was na półce dajcie jej szansę,
dobrze relaksuje J
  • A ja własnie jestem jeszcze przed lekturą i strasznie mnie ciekawi, bo czytałam różne opinie na jej temat. A "After" tez nie czytałam 😉

  • Jest średnia, ale nie najgorsza! ❤

  • Właśnie zaczytam czytać Nothing More i mam nadzieję, że nie będzie taka zła 😀